Z łupieżem nie jest łatwo, choćby ze względu na ortografię i trudno tu o regułę wyjaśniającą pisownię. Prowadząc konwersacje za pomocą klawiatury, nie stosuję znaków diakrytycznych i łupież w moim tekście zamienia się w lupiez. Teraz wystarczy zwykla literówka, by pomyśleć o pani Lopez albo przystojnym Claudio, napastniku Argentyny. A skoro mowa o piłkarzach, oglądając mecze niejednokrotnie zwracam uwagę na ich fryzury. Niektóre są podtrzymywane przez opaski, inne przez gumki, a jeszcze inne formuje żel. Większość z nich jest błyszcząca, gładka, czysta, jednolita, aż miło popatrzeć. Trudno jest mi się oprzeć, by nie wymienić choć panów: z kitą z reprezentacji Holandii, z dredami (niebiesko-biało-czerwoni), albo ciasteczko Wiktorii. Zasługą nie są tylko codzienne kąpiele, ale dieta i ruch. I ci panowie bywają moją kartą przetargową w rozmowach z nastolatkami. To ukryty przekaz w celu zadbania o swój wygląd w czasie pokwitaniowym i tym następującym po nim. Choć najlepsze informacje to takie, które podaje się wprost, to niekiedy trzeba je zawualować.